wtorek, 22 marca 2016

Łowcy IV

Przetarła szybko oczy, przerażona... Nie. Oczy zniknęły, jak gdyby nigdy ich tu nie było, nic nie wpatrywało się w nią z mroku. Co za ulga... Cóż, rozpamiętywanie przeszłości chyba źle jej robiło, skoro zaczęła mieć zwidy... Położyła się z powrotem, zupełnie już spokojna. To tylko sen.

...........................................................................

Obudziła się ponownie, tym razem z gęsią skórką i dreszczami. Czuła jakiś palący dotyk na ręce! Natychmiast zapaliła światło, ogarnięta przerażeniem. Tym razem nie miała już złudzeń, jej ciało wyczuło coś, co umysł ignorował. Rozbieganym wzrokiem zaczęła ogarniać pomieszczenie, szukając źródła swojego strachu. Jej ciemna sypialnia wyglądała tak, jak zwykle. Czarny, puszysty dywan, czysta podłoga, szafa, komoda, krzesło, biurko, okno... Otwarte szeroko okno. Zamykała je przecież... Ogarnięta przerażeniem, wstała powoli z łóżka, jak gdyby bała się, że podłoga ją skrzywdzi, albo spod łóżka wysuną się zimne łapy, które chwycą ją za nogi i wciągną ku sobie... Uważnie rozejrzała się po pokoju, szukając czegoś, czego nie powinno tam być. Cała drżąc, podeszła do biurka, na którym leżała duża, żółta koperta. Ona takiej nie miała. Ktoś tu był... Trzęsącymi się palcami otworzyła ją i, wyjmując uprzednio zawartość, odłożyła. Trzymała w rękach plik dużych zdjęć. Jedno zerknięcie wystarczyło. Jej oczy otworzyły się szeroko, łzy zaczęły płynąć mimowolnie, ogromnymi strumieniami. Gdy jej umysł zalała fala wspomnień, nawet nie zauważyła, co się z nią dzieje. Zdjęcia wypadły z drżących rąk, rozsypując się po podłodze, a dziewczyna zaczęła się cofać, z ręką wyciągniętą przed siebie, nieprzytomnie wskazując fotografie. Oddech zrobił się płytki, nieregularny, jak wtedy gdy śni ci się koszmar, a ty nie możesz w nim krzyczeć, bo z ust wydobywa się tylko powietrze, bez dźwięku. Po kilku sekundach powietrze jednak przeciął straszliwy wrzask przerażenia, docierając do uszu jej przyjaciół, zasypiających już w swoich pokojach.

...........................................................................

Wbiegli tam wszyscy, przepychając się w drzwiach. Oczywiście Loki, ubrany jedynie w luźne spodnie od piżamy, wpadł do jej pokoju jako pierwszy, w ułamku sekundy oceniając sytuację. Rawena, w krótkich spodenkach i cienkiej koszulce na ramiączkach, czyli, według jej mniemania, w piżamie, klęczała na ziemi, płacząc. Trzymała się za głowę, powieki miała zaciśnięte, a po twarzy spływały strumienie łez; kołysała się w przód i w tył, a na ziemi nieopodal niej leżały zdjęcia. Natychmiast do niej podbiegł, otoczył ramionami i odciągnął bliżej ściany, gdzie klęknął obok i przytulił mocno. Cała się trzęsła, miała spazmatyczny, urywany oddech, zdradzający, że wpadła w panikę. Zacisnęła zęby, tłumiąc szloch, wtulając twarz w jego klatkę piersiową, gdy głaskał ją delikatnie po włosach i plecach, szepcząc uspokajająco.

Pozostali dali im spokój, podchodząc do zdjęć i uważnie je oglądając. Były tak drastyczne, że ogarnęły ich mdłości... Przedstawiały dziecko, w różnych ujęciach. Małą dziewczynkę. Na jednym wykrzywiona bólem twarz; na innym, jak wyrywała się bezskutecznie trzymającym ją mężczyznom; jak ją kopano, jak czyjaś ręka, uzbrojona w nóż, rozcinała jej brzuch, co wywoływało przeraźliwy krzyk, widoczny na twarzy... Na pozostałe nie byli w stanie patrzeć. Przedstawiały, jak wszyscy ci mężczyźni gwałcą dziecko... Ostatnie było inne, przykuło ich uwagę. Było większe niż pozostałe, przedstawiało grafikę niebieskiej, płonącej czaszki, a na nim był napis po angielsku. "I'm gonna make you suffer, this hell you put me in".

- To dziecko... Rav, czy... - Clint nie był nawet w stanie się wysłowić, gdy zdał sobie sprawę z tego, że jego przypuszczenia mogą być słuszne.

- To ja. Ja jestem na tych zdjęciach... - Wychlipała.

Loki spojrzał najpierw na nich, a potem na drzwi, niezbyt subtelnie każąc im wyjść.

- Zaraz do was przyjdziemy.

Gdy wszyscy opuścili jej sypialnię, zabierając ze sobą zdjęcia, dziewczyna nieco się rozluźniła.

- Spokojnie. Oddychaj. Nic ci nie grozi, jestem tu. Już lepiej?

Pokiwała głową, odsuwając się nieco by spojrzeć mu w twarz, ściągniętą zmartwieniem.

- Już w porządku. Przepraszam za tę komedię, nie wiem, co mnie napadło.

Wycierała ręką łzy, chcąc ukryć swoją słabość. Widać było, że jest jej wstyd.

- Chyba każdy zareagowałby podobnie. Zrobił ci coś?

- Nie. On nie jest taki jak reszta.

- Wiesz, kto tu był?

- Tak mi się wydaje...

Nie pytał już dalej. Założył jej za ucho kosmyk włosów, który opadł na twarz, po czym chwycił jej zimne dłonie w swoje, by delikatnie pocałować opuszki drobnych palców, jeden po drugim. Słodka pieszczota do końca odpędziła strach, zastąpiony przez czułość wobec jego bardziej troskliwej strony.

- Uwielbiam, jak się taki robisz.

- A ja uwielbiam cię całować. Chyba nasze pragnienia pokrywają się na tym gruncie, nie sądzisz?

- Oj tak... Ale musimy iść do reszty.

- A nie mogą trochę zaczekać?

Jego pocałunki przeniosły się na jej szyję, kompletnie ją rozpraszając.

- Oboje wiemy, że na "trochę" się nie skończy.

- No i co z tego? Tylko mi nie mów, że nie masz ochoty... Wiem, że to nie prawda.

- Ale należą się im wyjaśnienia.

- Uh...

Przygryzł jej obojczyk, starając się zatrzymać ją przy sobie. Gdy to zrobił, wciągnęła głośno powietrze przez otwarte usta, czując dreszcz ekscytacji.

- Loki... Potem.

- Eh... No dobrze. Ale trzymam cię za słowo: potem wycałuję cię calusieńką.-Odpowiedział z szelmowskim uśmiechem, od którego można było dostać zawrotów głowy.

...........................................................................

Siedzieli na kanapie wokół stolika, na którym leżały fotografie. Wyrwani ze snu, w piżamach, z potarganymi włosami, ziewając.

- No dobra. Streszczaj się, wszyscy lecą z nóg. Poza tobą i tym jeleniem, wszyscy tutaj muszą spać więcej niż cztery godziny. - Mruknął Stark, który był zbyt zaspany, by mówić wyraźnie, ale nie dość, by zrezygnować z ironii.

- Cóż, w dużym skrócie, to był tu mój brat. Ale nie jeden z dwudziestu. On był... moim przyjacielem. Jedynym.

Była bardzo smutna, patrzyła na swoje dłonie. Znali ją wystarczająco długo, by wiedzieć, co to oznacza - miała wyrzuty sumienia.

- To jest bardzo długa historia. I bardzo skomplikowana, zupełnie nieodpowiednia na tak późną porę, więc na razie powiem wam tylko, że mój brat miał uciekać razem ze mną. Niestety został ranny w trakcie ucieczki, nie mógł się ruszyć, więc kazał mi iść samej. Obiecałam, że wrócę, ale byłam... ranna. Bardzo ciężko. Nie byłam w stanie wrócić na czas. Zdążyli zniknąć. Mój brat natomiast samotnie poniósł konsekwencje naszego nieposłuszeństwa i mojej ucieczki. Sądziłam, że nie żyje. Wszyscy mówili, że ojciec go zabił, znalazłam dowody na to, że tak było... Ale teraz nic już nie jest jasne. Mimo to jestem pewna, że to był właśnie on.
- Nie masz żadnych wątpliwości? Skąd taki wniosek?
Natasha jako jedyna była w stanie zachować czujność w całej tej sytuacji, zupełnie, jak gdyby nie przeszkadzał jej fakt, że był środek nocy. Banner natomiast zachował swój zdrowy rozsądek.
- Słuchajcie, to bez sensu, żeby mówiła to nie wiadomo ile razy. Fury będzie tu za kilka godzin, nie ma szans, żeby dało się go teraz zawiadomić, jest zajęty sprawami wywiadu. Nie lepiej, żebyśmy wszyscy się uspokoili, poszli spać i rano, kiedy będą już wszyscy, wyjaśnić wszystko na spokojnie?
Nie było żadnego sprzeciwu, wobec czego wszyscy zaczęli ochoczo wracać do łóżek. Bruce spojrzał na nią, ale jej delikatne kiwnięcie upewniło go, że wszystko w porządku, więc wyszedł. Steve podszedł do niej i, ignorując Lokiego, położył jej rękę na ramieniu.
- W porządku?
Jego troskliwa natura nie pozwalała mu przejść obojętnie wobec drugiego człowieka, gdy nie był pewien, że da sobie radę. Między innymi dlatego tak łatwo było go lubić.
- Tak. Dam sobie radę.
Wyglądał jakby nie był pewien, czy powinien jej uwierzyć, ale nic nie powiedział.
- Nadal nie wiemy, jak mógł się tam dostać. Masz jakiś pomysł?
- Niestety, nie za bardzo. Może Tony będzie wiedział, w końcu to jego budynek.
- Tak... Słuchaj, może lepiej tam dzisiaj nie wracaj... No bo wiesz...
- Wiem. Spokojnie, nie miałam zamiaru.
Steve spojrzał oschle na Lokiego, ale nie skomentował nic. Nie ufał mu, ale wierzył w słuszność jej osądów, dlatego pozostawił sprawę jej decyzjom.
- Dobranoc - mruknął tylko na odchodnym.
- Dobranoc - odpowiedziała.
Zostali w salonie sami, tylko we dwoje. Nadal za nią stojąc, Loki objął ją ramionami, chowając twarz w jej włosach i przytykając nos do zagięcia szyi, by rozkoszować się jej zapachem. Mruknął z zadowoleniem, po czym zaczął skubać ustami skórę jej szyi.
- Nie chcę wierzyć, że to mówię, ale on ma rację. Nie powinnaś tam wracać, on mógłby wrócić, a ja nie chcę, żeby coś ci się stało. Natomiast z radością będę cię gościł u siebie. Pamiętasz, o czym rozmawialiśmy, zanim wyjechałaś?
- Poprosiłeś mnie, żebym przeniosła się do twojej sypialni.
- A ty obiecałaś, że zastanowisz się nad tym podczas wyjazdu.
- Wiem. Przez te wszystkie rewelacje nie miałam do tego głowy...
- Nie chcę zabierać ci przestrzeni życiowej. Ale wiesz... chciałbym mieć cię bardziej dla siebie, bliżej siebie...
- Ja tego nie postrzegam jako zabieranie przestrzeni i z chęcią z tej propozycji skorzystam.
- Cieszę się. Wiesz, co jeszcze sobie przypomniałem? Obiecałaś mi coś...
Uśmiechnęła się, gdy skubanie przeszło w delikatne gryzienie.
- Zrobiłeś się bardzo niecierpliwy, a to nie jest dobra cecha... Czyżbym miała na ciebie zły wpływ?
- Uważam, że masz na mnie bardzo dobry wpływ. Może to ja mam zły wpływ na ciebie? Hm... Jeśli tak, to mam wielką ochotę go wypróbować... Nie ładnie jest nie dotrzymywać obietnic; myślę, że będę musiał coś z tym zrobić.
- Śmiało.
...........................................................................
Leżeli obok siebie, kompletnie nadzy, wcale się nie krępując. Ona leżała na brzuchu, przytulając do siebie poduszkę, a on obok niej, na boku, czubkami długich palców wodząc po jej plecach i pośladkach, przyglądając się jej z uśmiechem, gdy przymykała oczy, zadowolona.
- Jak twoje biodro?
- Dobrze. Czym ty się tak martwisz?
Uśmiechnęła się czule, patrząc, jak marszczy brwi.
- Nie chcę, żeby coś cię bolało, a przeze mnie przeciążyłaś biodro. Aż trzasnęło...
- Oj, już ty mnie świetnie odciążyłeś... Aż poczułam...
Jej głos zrobił się rozmarzony, gdy przypomniała sobie, jak się unosił, trzymając ją przy sobie, będąc w niej...
Pochylił się i pocałował ją między łopatkami. Poruszyła się niespokojnie i zaśmiała, gdy poczuła jak jego włosy ją łaskoczą.
Obróciła się i naparła na niego tak, że leżała na nim. Pocałował ją, jednocześnie układając wygodniej na sobie. Jej głowa na jego sercu, nogi między jego, zgiętymi. Uśmiechnęła się i zaczęła wodzić palcami po jego twarzy. Nie pozwolił jej jednak długo się tak bawić, wykręcając głowę, by ucałować wnętrze jej dłoni. Otoczył ją ramionami, przytulając mocno. Martwił się. Wiedziała, że chciał to ukryć, ale przed nią nie mógł mieć żadnych sekretów. Zawsze potrafiła rozpoznać kłamstwo, bo tego nauczał ją ojciec.
- Nie bój się o mnie. Dam sobie radę.
- Wiem, że dasz. I że nie potrzebujesz mojej ochrony. Ale nic nie poradzę na to, że chcę cię bronić przed całym światem, twoim, moim i wszystkimi innymi.
- Wiem. Ale nic mi nie będzie.
- Nie potrzebujesz mojej ochrony.
- Potrzebuję. Tylko nie takiej, jak wszyscy inni. Potrzebuję mieć cię blisko. Tylko wtedy mogę bronić się sama.
Mocniej przyciągnął ją do siebie. Znała go bardzo dobrze. Wiedziała, że te słowa nie przecisną się przez jego usta, więc starał się przekazać to w sposób, który był dla niego łatwiejszy. Nie miała do niego żalu o to, że nigdy jej tego nie powiedział. Pokazywał to wystarczająco mocno, by wiedziała.
- Ja też cię kocham.
............................................................................
Biegli ile sił w nogach po ścieżce w lesie, mijając z zawrotną prędkością drzewa i krzewy, przeskakując powalone pnie. Ścigali się. Po chwili wbiegli między rzadko rosnące drzewa, których rozłożyste korony osłaniały przed światłem mglistego poranka piękną polankę, a stare pnie były podporami dla pnącego się bluszczu. Między trawą rosły delikatne, białe kwiatki, a po bokach krzewy malin. Między dwoma pniami przywiązali linkę, która miała wyznaczać linię mety dla ich wyścigu. Twarze smagane w pędzie powietrzem, rozpromienione szalonymi uśmiechami. Biegli łeb w łeb, mała dziewczynka i młody mężczyzna. Na ostatku jednak wyprzedziła go, chwytając w dłoń linkę i zrywając ją. Z okrzykiem zwycięstwa okręciła się wokół własnej osi, wznosząc w górę pięść, w której dzierżyła dowód swej wygranej, po czym padła plecami na trawę, dysząc, wykończona, ale wciąż radosna. Jej brat, równie zmęczony, położył się za nią tak, że stykali się czubkami głów. Leżeli wśród mokrej od rosy trawy niczym prawdziwe, szczęśliwe rodzeństwo, które nie musi przejmować się światem. Byli szczęśliwi, bo przez chwilę mogli poczuć się wolni, zapomnieć o całym bólu i trudzie swojego życia. Dziewczyna nagle wstała i podeszła do torby, którą zostawili przy pniu, zanim zaczęli się ścigać. Podkradli z kuchni ciepłe jeszcze pieczywo i miękki, smaczny ser. 
Jedli w ciszy, ucztując. Nieczęsto mieli okazję, by najeść się do syta, co było widać w ich nazbyt drobnych, choć wyćwiczonych ciałach. Byli szczęśliwi. 
- Mogłoby tak być już zawsze... - Rozmarzył się chłopak. 
- Ja bym się nie obraziła - Zażartowała, uśmiechając się szeroko. 
- Szkoda, że to niemożliwe. 
- Znowu się zasępiłeś. 
- Wiem. 
Zawahała się, niepewna, czy warto.
- Moglibyśmy uciec. 
- Nie. 
- Właśnie że tak! Nie możesz uciekać za każdym razem, kiedy poruszę ten temat! 
Jednak chłopak już zaczął się zbierać do odejścia... Złapała go za ramię, chcąc go zatrzymać. 
- Nie, posłuchaj mnie! Moglibyśmy uciec, dalibyśmy radę! 
- Tu jest nasz dom. 
- Dom?! Czy ty słyszysz, co ty w ogóle mówisz?! Dom?! 
- Poza tym miejscem jesteśmy nikim! Nie przedstawiamy wartości, jeśli brak nam ojca. 
- Wcale nie, a to nie jest dom! W domu nikt nie boi się o własne życie! Ojciec może nas zabić bez powodu. Mnie zabije, jeśli nie dorównam reszcie, a ciebie, jeśli odkryje twoją tajemnicę. Chcesz tak żyć? W ciągłym strachu? Bo ja nie chcę. To tylko kwestia czasu, aż wszytko się wyda i oboje umrzemy. 
- To na nic, z tąd nie da się uciec. 
- Moja matka uciekła. My też damy radę. Ale bez ciebie nie pójdę. Jesteś moim bratem!
- Wird, nie mamy szans. Nigdy nawet nie byłem na zewnątrz! Jak ty to sobie wyobrażasz? 
- Ja byłam, damy sobie radę! Wszystkiego cię nauczę, tak, jak ty mnie. Zobaczysz, że ci się spodoba. Tam nikt nie bije, możesz jeść do syta, możesz iść dokąd chcesz i kiedy chcesz, nie musisz zabijać! Możemy być wolni, rozumiesz? 
On jednak nic nie odpowiedział. Patrzył gdzieś, nieobecnym wzrokiem... 
- Tam możesz kochać, kogo zechcesz, i nikt nie zrobi ci za to krzywdy, że to inny mężczyzna. .. - Spróbowała raz jeszcze. Ale on pozostał głuchy na jej słowa, pogrążony we własnych myślach. Zrezygnowana, chciała już odejść, ale, gdy się odwracała, chwycił jej przedramię. Spojrzała na niego, zaskoczona. 
- Zgoda. Uciekniemy. 
Patrzyła na niego, całkowicie oniemiała. Jej oczy otworzyły się szeroko a usta rozciągnęły w szerokim uśmiechu gdy, nie mogąc opanować emocji, przytuliła go z całej siły. 
..........................................................................
Obudziło ją pragnienie. Bardzo chciało jej się pić, ale spróbowała to zignorować i spać dalej. Po chwili jednak stwierdziła, że nie da rady, więc ostrożnie wyplątała się z objęć śpiącego mężczyzny i wstała z łóżka. Musiała pójść do kuchni, więc konieczne było założenie na siebie czegokolwiek, ale, jako że nie spodziewała się zastać kogoś o tak późnej porze, ograniczyła się do majtek i jego koszuli, wiszącej na krześle. Uśmiechnęła się sama do siebie. Ciekawe co by pomyślał, gdyby przyłapał mnie w swojej koszuli... Ledwie udało jej się powstrzymać chichot, gdy o tym pomyślała.
 Spojrzała na  mężczyznę. Oddychał równo, pogrążony w głębokim śnie.
Zapiąwszy guziki wyszła na palcach na korytarz i w kierunku kuchni. Bardzo starała się być cicho, by nikogo nie zbudzić. Najcichsze skrzypnięcie desek wywoływało u niej palpitacje. W końcu doszła do kuchni. Otworzyła lodówkę i wyciągnęła schowaną z tyłu małą butelkę soku.
- Nie możesz spać?
Aż podskoczyła, przerażona. Natychmiast odsunęła się i spojrzała na nocnego gościa.
Natasha stała w szlafroku, oparta o wyspę kuchenną, z kubkiem kawy w ręce. Odetchnęła z ulgą.
- Przestraszyłaś mnie... Nie, po prostu chciało mi się pić.
- Usiądziesz?
Więc tak zrobiła, choć czuła się niekomfortowo, ubrana tak a nie inaczej. Siedziały naprzeciw siebie na wysokich barowych hookerach, pijąc.
- Fajna piżama...
Speszyła się, jak gdyby przyłapano ją na gorącym uczynku i, niczym dziecko z ręką w słoiku z cukierkami, zaczęła się nerwowo tłumaczyć.
- To nie... Musiałam przyjść do kuchni, więc założyłam co było pod ręką... Ooch...
Jęknęła, zdając sobie sprawę, że brzmiało to jeszcze gorzej. Miała minę człowieka złapanego w bardzo niekorzystnej dla niego sytuacji, z której nie wiedział, jak wybrnąć.
- Spokojnie, nie będę cię przecież za to łajać. Jesteś dorosła, to twoja sprawa co i  z kim robisz. Tylko nie daj im powodów do gadania, chodząc w takim stroju. Jak Stark zacznie, to już nie skończy...
- Jasne. Tasha... naprawdę tak myślisz?
- To znaczy?
- Że to moja sprawa, nie ich. Znaczy... Ja tak uważam, ale sądziłam że wszyscy będą na to krzywo patrzeć. Bądź co bądź tu chodzi o Lokiego.
- To bez znaczenia. Akurat ja nie mam zbyt dużych problemów ze zrozumieniem sytuacji. Sama wiesz jak wyglądało moje życie przed T.A.R.C.Z.Ą.. Jeśli ty uważasz że tak jest w porządku, to nie mój interes.
- Dzięki.
- Ja akurat najmniej mu nie ufam, jeśli można tak powiedzieć. Zachowuje się dobrze, jest trochę wkurzający ale w końcu Stark też taki jest... Oni się jakoś dogadają. Tylko... uważaj na siebie, dobrze?
- Jasne, ale czemu?
- Nie chcemy tu żadnych wypadków - Powiedziała z uśmiechem. Ale Rawenie wcale nie było do śmiechu. Ze smutkiem dotknęła swojego brzucha.
- Wiesz przecież, że to niemożliwe.
- Chodziło mi o coś innego, ale skoro już wypłynął ten temat... on wie?
- Wie. Powiedziałam mu już na początku. Twierdzi, że to bez znaczenia, ale...
- Martwisz się, że to się zmieni z czasem?
- Aha.
- Cóż, zawsze jest takie ryzyko. Ale sposób w jaki na ciebie patrzy... jest w tym coś szczerego. Tego się u niego często nie widuje.
- Może to wystarczy. Co miałaś na myśli, jeśli nie to?
- Cóż, wszyscy się o ciebie boją. Loki już udowodnił, że świetny z niego manipulator i kłamca. Potrafi wykorzystywać ludzi do swoich celów. Nikt z nas nie chce, żeby to spotkało ciebie. Może jest szczery, a może nie. Nikt nie może wam tego zakazać, mimo, że mu nie ufamy. Po prostu bądź ostrożna, dzieciaku.
- Dzieciaku? Bo co, bo spotykam się ze starszym facetem?
Obie zaczęły się śmiać. Każdy czasem potrzebuje szczerej rozmowy z drugą osobą. Uspokoiły się dopiero po dłuższej chwili.
- Wiem że to nie moja sprawa, ale chciałabym wiedzieć... Jest dobrze?
- W sensie?
Tasha spojrzała wymownie na jej strój, a dziewczyna w mgnieniu oka zrobiła się czerwona i schowała twarz wśród włosów.
- Nie zrozum mnie źle, nie chcę być wścibska, ale pamiętam jak to było, kiedy do nas trafiłaś. Jak nikomu nie pozwalałaś się dotykać. Nawet teraz wszyscy starają się respektować twoje granice. Bałaś się, kiedy ktoś cię dotknął, a teraz...
- To właśnie jego zasługa. Nie pokazuje tego na co dzień, ale jest naprawdę wspaniały.
- Czyli jest dobrze?
- Lepiej niż dobrze...
Była cała czerwona ze wstydu, ale nie mogła powstrzymać głupiego uśmiechu, wiercąc się na krześle. Mina Natashy była dobroduszna, gdy patrzyła na jej zachowanie.
- Dzieciaku, wpadłaś po uszy... Aż miło się na ciebie patrzy. Ale lepiej już uciekaj, zanim ktoś jeszcze cię taką zobaczy. Wracaj do tego swojego kochasia, robi się już jasno.
Na odchodnym dziewczyna odwróciła się na chwilę i powiedziała :
- Natasha?
- Co?
- Dziękuję.
Na palcach wróciła do jego... ich sypialni, zamykając drzwi najostrożniej i najciszej jak to możliwe.
- Widok niczego sobie, całkiem ciekawy...
Podskoczyła, odwracając się w stronę łóżka. Loki pół siedział, pół leżał, opierając się o wezgłowie plecami. Jego włosy były w nieładzie, nadając mu jakiegoś specyficznego uroku, od którego dziewczyna cała się spięła, uświadamiając sobie, że przecież pod cienką pościelą jest całkiem nagi... Uśmiechnął się półgębkiem, widząc jej rumieńce i mimowolne zerknięcia na jego ciało. Bardzo podobało mu się to, jak na nią działa. Widząc jego samozadowolenie, wpadła na pewien pomysł. Podeszła do niego z chytrym uśmieszkiem, kołysząc prowokacyjnie biodrami.
Co ona znowu kombinuje...
Jego dobry humor stawał się coraz lepszy z każdą chwilą.
Dziewczyna pochyliła się nad nim, delikatnie go całując. Rozochocony, złapał ją w talii i przyciągnął do siebie. Zaskoczona, upadła na łóżko i już po chwili leżała pod nim, gdy miażdżył jej usta swoimi, podgryzając wargi.
- Ponoć męska koszula na nagiej kobiecie jest jak flaga na zdobytej fortecy. Mimo, że bardzo mi się w niej podobasz, to jednak muszę ci ją skonfiskować, bo będzie mi potrzebna.
Zaśmiała się, gdy zabierał jej koszulę, lekko ją łaskocząc. Jeszcze raz mocno ją pocałował, po czym oderwał się od niej, celowo wywołując głośne cmoknięcie i poszedł pod prysznic, dzierżąc koszulę jak symbol zwycięstwa. Ona natomiast leżała na łóżku, uśmiechając się radośnie. Uwielbiała, gdy miał taki dobry nastrój; psotny Loki z całą pewnością gwarantował dobry dzień. Aż zaczęła chichotać.
......................................................................
Przepraszam za opóźnienie, zostałam przygnieciona szkołą. Poza tym odebrano mi narzędzie pracy, więc było ciężko. Ale sytuacja została opanowana, a kolejny rozdział pojawi się przed świętami. Przepraszam, nie gniewajcie się... Komentujcie śmiało, to bardzo pomaga zabrać się do roboty. Ciau! 

2 komentarze:

  1. Kolejny swietny post;)
    Bardzo podobal mi sie motyw rozmowy z Natasha.
    Ciekawe co bedzie dalej :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że znowu się widzi... piszemy. I cieszę się, że ci się podoba. Dzięki, że tak wiernie komentujesz każdy post, to naprawdę pomaga zmobilizować się do pracy. (i nie chodzi tu o ich pozytywny wydźwięk, choć zawsze miło wiedzieć, że się podoba. Chodzi o to, że fajnie wiedzieć, że ktoś tu zagląda, nie mam wrażenia, że piszę dla siebie ;))
      Dzięki za wiarę we mnie, kolejny post jest w trakcie, myślę że pojawi się na przestrzeni tygodnia, ale niczego nie obiecuję, zbyt wiele razy zdarzało się nie dotrzymać terminu ;)
      Ps. Cieszę się, że podoba Ci się ten motyw. Nie chcę koncentrować się tylko na wiodących postaciach, ale przyznam, że trochę się boję pracować z innymi charakterami. Ale, skoro nie jest źle, to będę próbować. Czekam na jakąś konstruktywną krytykę. Ciau!

      Usuń